ZUS obrońcą uciśnionych

Gdy parę tygodni temu odebrałem na poczcie list polecony z katowickiego sądu nie było mi do śmiechu. „Pewnie znów będę musiał zeznawać jako świadek w jakiejś sprawie sprzed lat, o której już niewiele pamiętam” – przemknęło mi przez myśl. „Znów stracę cały dzień” – kołatało mi w głowie .Po otwarciu koperty przyszła ulga. Choć nie od razu. Zanim doszedłem do fragmentu, że „stawiennictwo nie jest obowiązkowe” minęła dłuższa chwila. Okazało się, że jeden z moich byłych pracodawców sądzi się z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, a ja w mniemaniu sądu – i ZUS-u – mogę być osobą zainteresowaną wynikiem tej sprawy. Gdyby to były moje pieniądze pewnie bym był zainteresowany. Jednakże zmniejszenie składki odprowadzanej do Otwartych Funduszy Emerytalnych i deklaracja Krzysztofa Rybińskiego, byłego wiceprezesa NBP, o bankructwie ZUS-u w ciągu najbliższych 10-20 lat, skutecznie zniechęciły mnie do odczuwania jakiegokolwiek związku emocjonalnego ze zgromadzonymi w tej instytucji, moimi ponoć, środkami finansowymi. Ale ZUS, wbrew moim przekonaniom, jawić się chce jako ten, który walczy w moim imieniu z krwiopijcą w żywej postaci, moim byłym pracodawcą. Kilka tygodni po pierwszym piśmie z sądu przyszło kolejne. Tym razem nie było to żadne wezwanie, ani informacja o kolejnym terminie rozprawy, ale 6-stronicowe uzasadnienie stanowiska ZUS-u w powyższej sprawie. Uzasadnienie napisane było takim językiem, że nawet ja, obeznany raczej w urzędniczej nowomowie, musiałem czytać je dwukrotnie by cokolwiek zrozumieć. I stwierdzić, że nadal sprawa ta nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu. A otrzymałem już, na koszt podatnika – a jakże! – dwa listy polecone w tej sprawie. Koszt jednego to 7,60 zł więc kosztowałem społeczeństwo 15,20 zł. Pracowników w tamtej firmie było około 50-ciu i każdy pewnie dostał tę samą korespondencję co ja. Zatem same koszty pocztowe to 760 zł. A trzeba policzyć jeszcze koszt przygotowania pism procesowych, w tym tego pisma, którego nie dało się czytać. Do tego koszty związane z pakowaniem wysyłki – 100 listów to lekko licząc połowa dniówki jednego pracownika. I wszystko po to by przekonać mnie i 49 innych osób do tego, że ZUS dba o mnie niczym rodzona matka. I walczy o interes uciśnionych przez kapitalistycznych ciemiężycieli. Ten ZUS jest taki dobry, a ja, niewdzięcznik, tego nie doceniam. Przepraszam ZUS-ie, że w Ciebie nie wierzę! Przepraszam, że macham ręką na coś, do czego Ty tak skrupulatnie podchodzisz. I angażujesz olbrzymie środki, całe zastępy swoich urzędników, i pracowników sądu również, po to by wydusić od tego przebrzydłego burżuja parę groszy, które zasilą moje konto emerytalne. I nic to, że konto jest wirtualne, że pieniądze, które tam dla mnie, ZUS-ie, gromadzisz, już dawno wypłaciłeś dzisiejszym emerytom. Ważne, że się starasz. A jak dalej będziesz tak walczył o swoje, tzn. moje, nasze, wszystkich przyszłych emerytów zaległe składki, wydając majątek na prowadzenie całej masy spraw sądowych, które – na co wskazują statystyki – w większości przegrywasz, to zbankrutujesz już za 5, a nie 10 lat. I się profesor Rybiński zdziwi…

Facebook