Unijny bilans 10-lecia

Mija właśnie 10 lat od naszego wejścia do Unii Europejskiej. Jak to zwykle przy takich okazjach bywa, czas podliczyć plusy i minusy naszego członkostwa. Bo niewątpliwie nasze życie przez ten czas bardzo się zmieniło.

Gdy myślimy o unijnej polityce na pierwsze miejsce wysuwają się fundusze europejskie, dotacje na infrastrukturę, szkolenia, wsparcie dla firm i innych sfer życia. Jest to spowodowane tym, że w okresie programowania 2007-13 do Polski trafiło 60 mld, a jak pokazały kolejne lata, udało się je wydać niemal modelowo (z wyjątkiem infrastruktury kolejowej). Dodatkowym pozytywem jest fakt, że środki unijne idą głównie na rozwój. W praktyce istnieją wyjątki od tej reguły – Wspólna Polityka Rolna czy nierozsądne wydatkowanie środków przez beneficjentów, np. budowy aquaparków w niemal każdym mieście GOP czy tworzenie sieci ścieżek rowerowych ze środków przeznaczonych na infrastrukturę turystyczną gdy wiadomo, że do Rudy Śląskiej czy Gliwic nie przyjedzie żaden turysta po to by pojeździć na rowerze. Niemniej jednak europejska polityka spójności, która wpływa na rozwój regionów musi być oceniona bardzo pozytywnie.

Dzięki wstąpieniu do UE zyskaliśmy również możliwość podróżowania a także mieszkania i podejmowania pracy we wszystkich państwach Wspólnoty, choć to ostatnie w niektórych krajach dopiero po zakończeniu pewnego okresu przejściowego. Dzięki rozszerzeniu układu z Schengen zyskaliśmy możliwość przekraczania granicy bez okazywania paszportu. Akurat to wydarzenie jest szczególnie istotne na Górnym Śląsku, gdyż po raz pierwszy od 250 lat czyli od podziału Śląska na jego austriacką i pruską część, na terenie całego Śląska można poruszać się bez przeszkód i granic.

Nie ulega wątpliwości, że jednym z celów europejskiej integracji jest równość wszystkich obywateli bez względu na płeć, wiek, rasę, miejsce zamieszkania, wyznawaną religię, orientację seksualną, pochodzenie czy niepełnosprawność. Przybrało to sformalizowaną formę w postaci jednej polityk horyzontalnych UE tj. polityki równości szans, w tym równości kobiet i mężczyzn. Oznacza to nie mniej ni więcej to, że żaden projekt realizowany dzięki wsparciu unijnemu nie może pomijać kwestii równości szans. Zatem gdy beneficjent przygotowuje wniosek o dofinansowanie jakiegoś projektu musi w tym wniosku zawrzeć informacje w jaki sposób dany projekt będzie zgodny z zasadą równości szans. Nie ma problemu gdy jest to np. projekt szkoleniowy z zakresu obsługi komputera. Problemy zaczynają się gdy mamy do czynienia z kursem spawacza, kierowcy ciężarówki bądź innego zawodu tradycyjnie traktowanego jako męski. Tu również musimy zachować równość szans, choć kobiet chętnych do nauki takiego zawodu brakuje. Da się to jeszcze wytłumaczyć faktem, że europejscy urzędnicy chcą walczyć ze stereotypami. Jednak gdy stowarzyszenie Pro Loquela Silesiana organizując szkolenia z zakresu śląskiej mowy musiało – zachowując politykę równości szans – odmawiać chętnym na szkolenie mężczyznom bo wciąż brakowało kobiet, to sytuacja taka budzi wątpliwości czy aby na pewno ma to sens.

Innym priorytetem jest zachowanie zrównoważonego rozwoju czyli de facto ochrona środowiska. Tu również – pomimo istotnie szczytnego celu – dochodzi do sytuacji niepożądanych. Niezwykle istotnym elementem europejskiej polityki energetycznej było zwiększenie spalania paliw odnawialnych. To niewątpliwie jeden ze sposobów walki ze szkodliwym – wg Brukseli – węglem kamiennym i brunatnym. Regulacje prawne wpłynęły na sadzenie całych plantacji wierzby energetycznej. A jednak plany planami a życie życiem, gdyż większość polskich elektrowni nie spala w kotłach rosnącej u nas wierzby, lecz kokosy i inne tropikalne, sprowadzane z odległości tysięcy kilometrów, rośliny. Nie tylko zatem nie zmniejsza się emisja dwutlenku węgla, ale – dzięki transportowi miliona (wg danych za rok 2012) ton biomasy z olbrzymich odległości – wręcz wzrasta.

Nie warto nawet wspominać o unijnym prawodawstwie, które pełne jest uznanych za owoce marchewek, czy uznanych za ryby słodkowodne ślimaków. W gruncie rzeczy to niewiele znaczące szczegóły, które nie mają wpływu na nasze życie. Jesteśmy jednak częścią UE i możemy, a nawet powinniśmy – m.in. poprzez udział w europejskich wyborach – wpływać na zmianę takich absurdów. A jak dobrze pójdzie to może za jakiś czas doczekamy się również tego, że Wspólnoty Europejskie zwrócą większą uwagę na równość ze względu na język, tożsamość i narodowość i zmuszą swoich członków (w tym i Polskę) do uznania wszystkich zamieszkujących ich terytorium mniejszości (w tym i śląskiej)?

Facebook