Problem ze śląskością czy problem z Polską?

Od czasu publikacji wyników zeszłorocznego Spisu Powszechnego, w którym kilkaset tysięcy zadeklarowało śląską narodowość i przynależność etniczną, coraz więcej głosów, że wbrew pozorom wyniki te mogą śląskiej sprawie bardziej zaszkodzić niż pomóc. A przecież tyle w Warszawie, w Sejmie i Senacie, jest do załatwienia. Przynajmniej do czasu aż Górny Śląsk odzyska autonomię.

Przeciwnicy autonomii Górnego Śląska znaleźli sobie kolejny argument by odrzucać jakiekolwiek postulaty decentralizacji. Otóż – ich zdaniem – Ślązaków jest zbyt wielu tj. są zbyt silni, by mogli liczyć na jakiekolwiek ustępstwa ze strony warszawskiej centrali. Faktycznie upiory jakie rodzą się w głowach posłów, senatorów, urzędników ministerialnych pod wpływem informacji ze Śląska są olbrzymie. Lata narodowej indoktrynacji wmawiającej wszystkim wokół, że między Odrą a Bugiem nie ma nikogo poza Polakami, zrobiły swoje. Przełknęli jeszcze jakoś na początku lat 90-tych, że mieszka w Rzeczypospolitej trochę Ukraińców, Białorusinów, czy Niemców. To i tak kropla w oceanie polskości. Zresztą znaleźli się tu w wyniku zmian granic wywołanych II Wojną Światową. Więc to oczywiste, że trochę ich zostało. Jednak Ślązacy nie wpisują się w te wyobrażenia. Po pierwsze od dawna wiadomo przecież, że Ślązacy to Polacy, którzy w wyniku niesprzyjających wydarzeń historycznych zostali od macierzy. Po drugie jest ich zbyt wielu (a po ostatnim Spisie jeszcze więcej) by można ich ignorować, jak inne niewiele znaczące grupy. A po trzecie Ślązacy ubzdurali sobie, że chcą jakiejś autonomii. Pewnie chcą ogłosić niepodległość i/lub przyłączyć do Niemiec, a tylko dla niepoznaki nazywają to autonomią.

Pół biedy gdy takie hasła legną się w umysłach zacietrzewionych, nacjonalistycznych krzykaczy. Nawet gdy przywódca największej partii opozycyjnej nazywa Ślązaków „zakamuflowaną opcją niemiecką” jest to głos mniejszości (gdyby był większością nie byłby głosem opozycji). Gorzej gdy te poglądy głoszą również ci, którzy aktualnie tworzą koalicję w Sejmie czy zajmują różne, ministerialne stołki. Gorzej gdy urzędujący Prezydent krytykuje zawartą w śląskim Sejmiku koalicję z Ruchem Autonomii Śląska. Oczywiście nikt nie odmawia Prezydentowi prawa do wypowiedzi. Wymagać jednak trzeba aby każdy, nie tylko Prezydent, kto wypowiada się w jakiejkolwiek sprawie, miał o tej sprawie jako takie pojęcie. A Prezydent mówiąc, że decentralizacja i autonomia to dwie różne sprawy, jednoznacznie dał do zrozumienia, że nie ma o tym bladego pojęcia.

Czy więc my, Ślązacy, mamy ze swoją odmiennością problem? Wszak możemy mieć – i mamy – kłopoty z doproszeniem się o ustawę metropolitalną czy śląski język regionalny! Ale czy naszym problem jest to, że Polacy nie potrafią zaakceptować europejskich reguł nakazujących szanować każdą mniejszość? Róbmy więc swoje, kultywujmy swoją kulturę i język, domagajmy się jak największych praw dla Śląska i nie zważajmy na krytyków. To oni mają dylemat jak pokazać europejskie, cywilizacyjne standardy, odmawiając jednocześnie pewnej grupie ich niezbywalnych praw. Nie my!

Facebook