Po owocach ich poznaliście

Choć o wszystkim było wiadomo od tygodni czy nawet miesięcy, informacja, że Rzeczypospolita Polska zawetowała unijne propozycje dotyczące ograniczenia emisji CO2,wywołała nie lada konsternację. Po pierwsze dlatego, że Polska znów „robi za hamulcowego”, tzn. wstrzymuje realizację postępowych rozwiązań. Po drugie dlatego, że zyskuje na tym rozwiązaniu tylko jeden region – Śląsk. Czyż nie prościej byłoby dla reszty regionów pozbyć się tej węglowej kuli u nogi? Przecież zrobilibyśmy coś dla walki z ociepleniem klimatu i – przy okazji – pokazalibyśmy światu bardziej „ludzką” twarz!

Zachodnioeuropejscy ekolodzy nie chcą słyszeć o tym, że w XXI wieku energię można wytwarzać z węgla. Choć zdają sobie sprawę, że obecnie nie ma energii, która w 100% byłaby „zielona” to jednak według nich właśnie górnictwo węgla jest najmniej ekologiczne. A jakie są alternatywy? Ropa naftowa i gaz ziemny to kopalne węglowodory i też – choć w mniejszym stopniu – emitują dwutlenek węgla. Energia atomowa po katastrofie w elektrowni Fukushima nie jest już postrzegana tak bezpiecznie jak wcześniej – Niemcy wycofują się z własnego programu atomowego. Farmy wiatrowe z kolei zagrażają ptactwu i negatywnie wpływają na krajobraz. Ich wpływ na środowisko będzie pewnie znany za kilkadziesiąt lat. Możliwe, że wówczas ich ocena nie będzie pozytywna, podobnie jak teraz ocena budowanych niegdyś elektrowni wodnych.

Trudno walczyć z potężnymi organizacjami ekologicznymi. Tym bardziej, że są wspierane przez lobby atomowe z Francji i lobby producentów wiatraków z Niemiec. Dziwi jednak fakt, że polski rząd nawet nie próbuje na forum europejskim przedstawić swoich racji. I zamiast bronić naszego, „węglowego” punktu widzenia, tylko „gra na czas”. Wszak decyzja o budowie elektrowni atomowej została już podjęta! I to wbrew woli większości społeczeństwa.

Przebywający na Górnym Śląsku, prezes Jarosław Kaczyński w kategoryczny sposób wypowiedział się na temat pakietu klimatycznego. Niewątpliwie chciał zaakcentować, że on w rozmowach z UE na temat ograniczenia emisji gazów cieplarnianych byłby jeszcze bardziej nieugięty niż obecny rząd. „Niy pamiyntŏ wōł jak cielyńciym bōł” – chciałoby się rzec. Wszak to właśnie on, jako premier polskiego rządu, jesienią 2006 r. podczas swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych, zignorował złożoną przez przedstawicieli General Electric propozycję budowy elektrowni opartej na technologii zgazowywania węgla. A to rozwiązałoby wszelkie nasze problemy związane z emisją CO2.

Trudno zrozumieć, że w sytuacji gdy zdecydowana większość producentów i dystrybutorów energii znajduje się pod kontrolą Skarbu Państwa, kolejne polskie rządy nie potrafiły wypracować polityki energetycznej, która nie prowadziłaby do likwidacji w długim okresie czasu całego górnictwa. W zamian za to widzimy pozorowane działania jak odgrażanie się ekologom czy wetowanie unijnych projektów. Pamiętajmy o tym gdy zamykane będą kolejne kopalnie, bo w gniazdkach pojawi się prąd z elektrowni jądrowej.

Facebook