Nauczmy Polskę Śląska

Niedawno odbyłem ciekawą pogawędkę z bliskim znajomym, mieszkającym wprawdzie w nieśląskiej części województwa śląskiego, ale będącym osobą otwartą na świat, zawodowo z Górnym Śląskiem związaną i życzliwie spoglądającą na nasze, śląskie sprawy. Ów znajomy oznajmił mi, że Ślązacy, szczególnie autonomiści, używają ostatnio zbyt ostrego języka w publicznym dyskursie, szczególnie w dyskursie z „centralą w Warszawie”. Bo – jak podkreślił znajomy – o ile na Śląsku i innych regionach śląskiego województwa, pewne kwestie są na tyle znane, że uprawnione jest używ anie skrótów myślowych i otwarte stawianie sprawy, to w Lublinie, Poznaniu, a szczególnie Warszawie, sprawy te są kompletnie nieznane i każde słowo należy ważyć po dwakroć. „Rozmawiając z osobami z Warszawy czy Szczecina muszę tłumaczyć, że Śląsk nie chce się odłączać od Polski” – mówił znajomy. I zwrócił uwagę, że to ostra retoryka działaczy Ruchu Autonomii Śląska jest główną przyczyną takiego a nie innego postrzegania Śląska przez mieszkańców Wielkopolski czy Mazowsza.

Nie da się ukryć, że powołanie na szczeblu wojewódzkim koalicji partii centralnych z Ruchem Autonomii Śląska zburzyło w Polsce świętość, jaką była państwowo-narodowa jedność. „W Polsce mieszkają tylko Polacy i kilka niewiele znaczących mniejszości” to prawda jaką każdy Polak. I nagle okazało się, że jacyś Ślązacy, poczuwający się do odrębnej niż polska narodowości, chcą autonomii i w dodatku będą współrządzić województwem. Misterna układanka fikcyjnej jedności narodowościowej rozpadła się jak domek z kart. Ale większość społeczeństwa i warszawscy politycy trudno w to uwierzyć do tej pory. A RAŚ nie daje im czasu na oswojenie się z tą myślą wciąż podnosząc słowa, które w polskiej debacie publicznej nigdy dotąd nie miały miejsca: autonomia, śląski język, narodowość.

Puentą rozmowy z moim znajomym była teza, że najpierw należy spokojnie Polakom wytłumaczyć na czym polega odmienność Śląska, jego historii, tradycji, kultury, języka i tożsamości. I dopiero gdy to zrozumieją, to wtedy z czystym sumieniem można od nich żądać traktowania na innych warunkach.

Trudno więc się dziwić, że wystawa, którą w nowopowstającym Muzeum Śląskim wymyślił jego dyrektor i którą dzięki współpracy z szerokim gronem naukowców i specjalistów od nowoczesnego muzealnictwa jest w stanie zrealizować, jest dla Ślązaków, dla autonomistów, tak ważna. Bo właśnie dzięki tej wystawie całe rzesze Polaków w bardzo przystępny sposób mogłyby się dowiedzieć o Śląsku to czego w żadnym polskim podręczniku nie wyczytają. Może właśnie dzięki tej wystawie Pierwszy Obywatel Rzeczypospolitej zrozumiałby wreszcie śląskość i przestałby strzelać fochy przed każdym, potencjalnym nawet, spotkaniem z Jerzym Gorzelikiem, a dziennikarze nie myliliby autonomii z separatyzmem? Dlatego właśnie dla działaczy RAŚ tak ważna jest osoba Leszka Jodlińskiego, dyrektora Muzeum, człowieka z Krakowa, spoza Śląska, ale otwartego na świat i z życzliwością podchodzącego do naszej śląskiej odmienności.

Facebook