Konstrukcja budżetu państwa jest niezmiernie skomplikowana i zawiera prawie 2000 pozycji. Postanowiło się z nią zmierzyć Centrum Cyfrowe Fundacji Projekt: Polska. I co się okazało?

Najdroższy doradca finansowy na świecie

Fundacja Projekt: Polska postanowiła dokonać analizy budżetu państwa pod kątem wysokości wydatków w określonych obszarach działalności państwa. Niby sprawa nie powinna być trudna. Wszak corocznie jest ona przedmiotem wielomiesięcznych prac, najpierw konsultacji międzyresortowych, potem obrad Rady Ministrów, a na koniec Sejmu i Senatu. Jednakże układ budżetu sprawia, że dyskusja toczy się głównie wokół niewiele znaczących kwestii. A to jakiejś grupce posłów uda się wyrwać dodatkowe 20 mln na dokończenie remontu mostu w Psiej Wólce, a to senatorowie przegłosują poprawkę do ustawy budżetowej, która pozwoli na sfinansowanie dodatkowych 15 „orlików”. Ale to wszystko kropla w ponad 300-miliardowym oceanie.

Budżet zadaniowy kontra instytucjonalny

Analiza budżetu stała się możliwa dopiero po wprowadzeniu jego zadaniowej formy. O budżecie zadaniowym mówi się już od ponad 10 lat. W roku 2011 wprowadzono wreszcie budżet zadaniowy jako coś bardziej przejrzystego, ale w dalszym ciągu jest on tylko dodatkiem do tradycyjnego budżetu instytucjonalnego i dopiero od przyszłego roku ma się stać czymś obowiązującym. Czym się owe budżety różnią? Najprościej rzecz ujmując tym, że w budżecie zadaniowym konkretne kwoty przypisane są konkretnym zadaniom jakie państwo ma realizować. W budżecie instytucjonalnym kwoty są przypisane poszczególnym dysponentom budżetu, głównie ministerstwom, ale też innym centralnym organom jak różnego rodzaju urzędom (np. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urząd Zamówień Publicznych, Główny Urząd Statystyczny), kancelariom (Prezydenta, Sejmu, Senatu, Prezesa Rady Ministrów), prokuraturze, wojewodom czy samorządowym kolegiom odwoławczym. Teoretycznie więc trudno dany organ rozliczyć z pracy skoro otrzymał tylko środki finansowe bez przydziału konkretnych zadań. Budżet zadaniowy bardzo prosto zamienić na tradycyjny, ale odwrotnie nie jest to możliwe.

Budżet na tacy

Choć dopiero w 2013 roku planuje się wprowadzenie obowiązującej wersji budżetu zadaniowego to już teraz, pomocnicze wersje takiego budżetu na lata 2011 i 2012, pozwoliły na analizę wydatków państwa pod kątem zadań jakie to państwo realizuje i graficzną zilustrowanie tej analizy. Dzięki dotacji Fundacji Batorego mogło tego dokonać Centrum Cyfrowe w ramach projektu „Wizualizacja budżetu państwa”. Już pierwszy rzut oka na zamieszczone na stronie www.otwartybudzet.pl diagramy powoduje zdziwienie. Na pierwszym miejscu funkcji państwa pod kątem wysokości budżetu znajduje tajemnicza pozycja o nazwie „zarządzanie finansami państwa”. W dodatku ma ona ogromny udział w całym budżecie państwa – przeznaczone na nią 162 miliardy złotych stanowią prawie 41% całości budżetu. Dla porównania na oświatę przeznacza się 4,26%, na bezpieczeństwo publiczne 4,5%, na kulturę i dziedzictwo narodowe 0,42%, na inwestycje transportowe 2,21%, wspieranie zatrudnienia 0,33%, naukę 1,5% a środowisko 0,27%.

Co to jest zarządzanie finansami?

Termin „zarządzanie” sugeruje, że to niesłychanie ważna czynność, że bez niej nie może się obejść żaden inny element funkcjonowania państwa. Co jednak się pod nią kryje? Okazuje się, że wśród 10 zadań są takie jak „opracowywanie systemu finansowania jednostek samorządu terytorialnego i sfery budżetowej”, „zarządzanie długiem publicznym”, „koordynowanie i organizowanie współpracy finansowej, kredytowej i płatniczej z zagranicą oraz w ramach Unii Europejskiej”, „działania kontrolne w zakresie poboru należności budżetu państwa”, czy „kontrola skarbowa oraz nadzór nad organami kontroli skarbowej”. Niewątpliwie takie pozycje jak obsługa długu publicznego (stanowiąca 23,5% ze 162 mln zł przeznaczonych na „zarządzanie finansami”) czy zapewnienie wkładu własnego do projektów realizowanych z funduszy unijnych (stanowiące 9,5% tej kwoty) są bardzo uzasadnione. Jednakże to tylko 1/3 kwoty przeznaczonej na „zarządzanie finansami”. Niemal cała reszta czyli prawie 2/3 ze 162 milionów złotych jest przeznaczona na dwie pozycje – realizację budżetu państwa i zapewnienie spójności systemu finansów publicznych. Realizacja budżetu to nic innego jak pilnowanie tego by poziom przychodów i wydatków był spójny z wielkościami zaplanowanymi. Spójność systemu finansów publicznych to z kolei opieka nad prawidłowym przekazywanie środków do samorządu terytorialnego i sfery budżetowej. Obydwa podzadania pełnią więc rolę nadzorczo-kontrolną. Nie prowadzą żadnej polityki państwa. A jednak kosztują tak wiele.

Czterdziestoprocentowa prowizja

Wyobraźmy sobie sytuację, że bank, w którym mamy konto osobiste proponuje nam nową usługę „zarządzania finansami osobistymi”. Od dziś nie musimy się już martwić o żadne kwestie finansowe, to pracownicy banku za nas wszystko załatwią. Opłacać za nas będą rachunki, jeśli zabraknie nam środków na koncie zaciągną nam kredyt, a nade wszystko przygotują nam roczny plan wydatków i będą pilnować by realizowane wydatki nie przekraczały tego planu. Będą też pilnować gdy dostaniemy podwyżkę i wymyślać cele na które ową podwyżkę możemy przeznaczyć. Fajnie, co? Niejeden dałby się skusić gdyby coś takiego zostało mu zaoferowane. Gdyby nie cena tej usługi. Albowiem bank zażyczyłby sobie za tę usługę prowizję w wysokości 40% naszych przychodów. Podejrzewam, że żaden z klientów, nawet tych najzamożniejszych, nie zdecydowałby się na coś tak drogiego. Podobnie żaden przedsiębiorca, który chciałby zlecić doradztwo jakiejś zewnętrznej firmie konsultingowej nie zgodziłby aby pobierała ona aż 2 z każdych 5 zarobionych przez niego złotych. Nawet jeśli proponowałaby mu idealne rozwiązania finansowe – leasingi, kredyty, a nawet sama to wszystko „załatwiała”. Prowizje za podobne usługi, np. za pozyskanie dotacji unijnej, wynosi zwykle kilka procent tej dotacji. Ale nigdy 40%, a już na pewno nie 40% całych przychodów przedsiębiorstwa.

Sztuka dla sztuki ministerstwa finansów

Ponieważ to ministerstwo finansów jest dysponentem 99,9% przeznaczonych na „zarządzanie finansami” nietrudno się domyślić, że za swoje usługi „zarządzania” żąda – w przygotowywanym przez siebie projekcie budżetu – jak najwyższej ceny. W normalnych warunkach nikt na taką cenę by się nie zgodził. Jednakże w warunkach, w których to właśnie urzędnicy ministerstwa finansów, dzięki sprytnym zabiegom maksymalnego skomplikowania budżetu, pełnią niemal całkowitą władzę w strukturach państwa, trudno oczekiwać, że „zejdą” ceny. Wszak bardzo prosto uzasadniają nie tylko swoje istnienie, ale i swoje gigantyczne koszty. Są jak państwo w państwie. Nie podlegają niczyjej kontroli a sami kontrolują wszystko i wszystkich, ze swoimi szefami – ministrem finansów i premierem – włącznie. Nie bez kozery Mirosław Barszcz, doradca podatkowy z renomowanych firm konsultingowych Arthur Andersen i PricewaterhouseCoopers, podsekretarz stanu w ministerstwie finansów i minister budownictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, mówił, że najważniejszą osobą w tamtym rządzie była dyrektorka jednego z departamentów ministerstwa finansów, zaczynająca swoją karierę w tym resorcie w epoce …Władysława Gomułki. I to się działo w czasach PiS-owskiej, antykomunistycznej miotły!

Rządźmy się sami!

Czy można obecny stan zmienić? Czy budżet zadaniowy jest lekiem na całe zło? Niewątpliwie jest krokiem w dobrym kierunku. Jednak bez całkowitej decentralizacji systemu finansowego, bez pozbawienia urzędników ministerstwa finansów „kierowniczej roli” w państwie, nie będzie rzeczywistego uzdrowienia finansów publicznych. A prawdziwe problemy finansów państwa, związane ze starzeniem się społeczeństwa, a więc mniejszymi wpływami z podatków i większymi dopłatami do emerytur, dopiero przed nami.

Facebook