Ile zarabiają górnicy?

 

O co tak naprawdę chodzi w medialnej wojnie węglowej?

 

Decyzja rządu o likwidacji 4 kopalń Kompanii Węglowej spowodowała gwałtowne protesty na Śląsku. Przy okazji zaostrzyła też istniejące już podziały na tych, którzy popierają górników i tych, których nie mieliby nic przeciwko gdyby górnictwo na Śląsku przestało istnieć.

Medialne informacje o rządowych planach okraszone zostały komentarzami, że główną przyczyną fatalnych wyników ekonomicznych KW są zbyt wysokie wynagrodzenia. To w myśl rządowych – choć nie tylko rządowych o czym później – speców od PR miało odwrócić gniew społeczeństwa od rządu i skierować go na „chciwych i zachłannych” górników. Wprawdzie nie do końca się to udało (wg sondażu przeprowadzonego na zlecenie Faktów TVN 68,5% ankietowanych popiera górników, a tylko 15% staje po stronie rządu) jednak z roku na rok coraz więcej osób popiera rządowe pomysły. Bardzo poczytny jest artykuł sprzed kilku miesięcy Górnicy na bogato. Palacz Kompanii Węglowej zarabia jak pracownik warszawskiego banku, który demaskuje rzekome gigantyczne wynagrodzenia pracowników dołowych i nie tylko. Ostatnio powstała nawet na Facebooku strona Nie chcę górnika na utrzymaniu, która w ciągu 5 dni pozyskała 5,5 tys. fanów. Konkurencyjna strona Tyle zarabia górnik. Koniec kłamstw, na której publikowane są autentyczne paski wynagrodzeń górników, zdobyła 7 tys. fanów w ciągu 24 godzin. Paski te jednak nie są wiarygodne dla Gazety Wyborczej, która w artykule Wielkie straty nierentownych kopalni. A zarobki? Średnio ponad 6 tys. zł pisze „Trudno jednak zweryfikować przedstawione na Facebooku odcinki górniczych pensji, bo nie są przedstawione w całości i nie wiadomo czy nie pochodzą np. z miesiąca gdy górnik przebywał na zwolnieniu lekarskim lub pracował w niepełnym wymiarze godzin”. W ww. artykule zamieszczona jest tabelka średnich wynagrodzeń kopalń wchodzących w skład Kompanii Węglowej z roku 2012. Zgodnie z nią pracownik dołowy KW zarabia 6800 zł. Skąd zatem tak duże rozbieżności pomiędzy tym co znajduje się w doniesieniach medialnych a tym co „odczuwają” i publikują na portalu społecznościowym górnicy?

Znamienne, że artykuły demaskujące ogromne zarobki górników posługują się wielkościami średnimi. Każdy kto nawet w znikomym stopniu liznął statystykę wie, że pojedyncze wartości, które diametralnie odbiegają od reszty są w stanie zupełnie zatrzeć obraz rzeczywistości. Dla przykładu – 9 osób posiada po 1 jabłku, a jedna osoba posiada 11 jabłek. Średnio każdy posiada 2 jabłka czyli 200% tego co posiada 90% wszystkich osób. Tak samo właśnie jest z górniczym wynagrodzeniem – wysokie wynagrodzenie pojedynczych pracowników może bardzo wpłynąć na średnią wszystkich wynagrodzeń. Dlatego też dawno temu w statystyce wynaleziono coś takiego jak mediana. To wartość, która pokazuje wielkości przeciętne, występujące najczęściej. I jak wygląda mediana dla branży górniczej? Korzystając z portalu wynagrodzenia.pl można się dowiedzieć, że mediana dla stanowiska „górnik” wynosi brutto 4410 zł. Czyli przeciętnie górnik dostaje na rękę ok. 3140 zł. ¼ górników nie ma jednak nawet 3360 zł brutto czyli 2400 zł na rękę.

Skąd więc te „demaskatorskie” artykuły jakoby górnicy opływali w dostatki? Nie da się ukryć, że branża medialna w związku ze spadkiem czytelnictwa gazet sama przeżywa olbrzymie problemy finansowe. Chwyta się więc wszystkiego czego się da by zrównoważyć straty. Jednym z coraz bardziej pokaźnych źródeł finansowania tej branży są działania z zakresu public relations dla różnorakich klientów. Jednymi z bardziej zasobnych klientów są „zielone” przedsiębiorstwa z niemieckiego sektora wiatraków i francuskiej branży atomowej. To właśnie one są kluczowymi zleceniodawcami dla polskich mediów i to one najwięcej zyskałyby w momencie likwidacji górnictwa na Śląsku. No chyba, że swoje 3 grosze dodał jeszcze putinowski Gazprom?

wōngel

 

Facebook