Wielka fortuna, wielka miłość

Guido

Wielkie namiętności i uczucia w powiązaniu z władzą i wielkimi pieniędzmi zawsze tworzyły sensacyjną mieszankę wybuchową. Mieszankę, która dzięki wszechobecnym mediom otacza nas ze wszystkich stron i – czy sobie tego życzymy czy nie – przykuwa naszą uwagę. Każdy zna setki czy tysiące miłosnych historii mniej lub bardziej sławnych i bogatych ludzi, a prasa, telewizja, wytwórnie filmowe i wydawnictwa książkowe, pragnąc na tych historiach zarobić, nie pozwalają o nich na dłużej zapomnieć. Począwszy od Kleopatry i Juliusza Cezara, poprzez Jacqueline i Johna Kennedych, księżnę Dianę i księcia Karola na setkach gwiazd i gwiazdek popkultury skończywszy, wszystko kręci się wokół wielkiej miłości i bogactwa, podlanych pikantnym sosem sensacji. Choć niemal codziennie jesteśmy tego świadkami w gazetach czy filmach, rzadko kto przypuszcza, że takie historie mogą mieć coś wspólnego ze Śląskiem. A jednak! Najbogatszy Ślązak wszechczasów miał nie tylko cechy wymagane od wielkiego menadżera, biznesmena i finansowego stratega, ale również od romantycznego kochanka, która dla swej wybranki jest w stanie uczynić niemal wszystko.

Guido Henckel von Donnersmarck, bo o nim mowa, bardzo wcześnie bo w wieku 18 lat, stał się właścicielem i jedynym zarządcą rodzinnego majątku. Pod wpływem wydarzeń politycznych – Wiosny Ludów – i śmierci starszego syna, ojciec Guidona, Karol Łazarz, postanowił przekazać mu cały majątek. Majątek, który obciążony był wówczas wielkimi kwotami zastawów hipotecznych. Guido doszedł do porozumienia z wierzycielami, poczym kontynuował rozpoczęte przez ojca inwestowanie w szybko rozwijający się na Górnym Śląsku przemysł. Jego aktywa inwestycyjne to m.in. huta „Donnersmarck” (potem „Zabrze”) i kopalnia „Concordia” w Zabrzu, huty „Bethlen-Falva” (obecnie „Florian”) i „Deutschland” (potem „Niemcy”, a następnie „Polska”), huta cynku „Guidotto” oraz kopalnie „Quintoforo” i „Schlesien” w Świętochłowicach, kopalnia „Donnersmarck” w Chwałowicach pod Rybnikiem, kopalnie „Karsten-Centrum” w Bytomiu oraz „Andaluzja” w Brzezinach (dzisiejszej dzielnicy Piekar Śląskich), celulozownia i papiernia w Kaletach, jak również zakłady przemysłowe pod Szczecinem, w zagłębiu Ruhry, we Francji, na Sardynii, w Karyntii, na Morawach i w Królestwie Polskim. Źródłem jego dochodów były również liczne majątki ziemskie rozlokowane na całym Śląsku. Jednak Guidona cechowało na wskroś nowoczesne podejście do interesów. Założył pierwszą na Śląsku spółkę akcyjną „Śląskie Kopalnie i Cynkownie” z siedzibą w Lipinach (obecnie dzielnica Świętochłowic), za pomocą której przeprowadzał część transakcji finansowych. Krótko po odziedziczeniu majątku udał się do Paryża, który pełnił wówczas rolę finansowej stolicy Europy. Rzucił się tam w wir finansowych transakcji paryskiej giełdy papierów wartościowych. Jednak ówczesny Paryż to nie tylko finanse ale również – a może przede wszystkim – rozrywka. Bywanie na salonach, bankiety, bale – tego nie mógł Guido w Paryżu uniknąć. W takim oto Paryżu spotkał Guido kobietę, która stała się największą miłością jego życia. Teresa Lachman, znana szerzej jako markiza Blanka de Païva, wywodziła się z dołów społecznych, jednak dzięki swemu uporowi, ale przede wszystkim inteligencji, wykształceniu (znajomości kilku języków, grze na fortepianie i innych instrumentach, orientacji się w sztuce – malarstwie i rzeźbie), ogólnej ogładzie i kulturze osobistej oraz olśniewającej urodzie, powoli wdrapywała się coraz wyżej na społecznej drabinie. Urodziła się w rodzinie żydowskiej gdzieś w głębi Rosyjskiego Cesarstwa, lecz jej losy owiane były mgiełką tajemnicy do momentu, gdy w wieku 17 lat wyszła za mąż za francuskiego krawca i osiedliła się we Francji. Niedługo później opuściła jednak męża i wkroczyła w świat artystycznej bohemy. W kurorcie Bad Ems poznała pianistę i kompozytora Henri Hertza, który wprowadził ją na towarzyskie salony Paryża. Gdy podczas dłuższej nieobecności pianisty, jego rodzina wyrzuciła Teresę z domu ze względu na jej wątpliwą reputację, była ona już mocno zadomowiona w paryskim środowisku artystycznym, co pozwoliło jej szybko się w nim odnaleźć.

Otaczała się tylko wybitnymi osobistościami. W tym też czasie poznała portugalskiego arystokratę, Albino Franco Araujo, markiza de Païva, którego poślubiła po śmierci swego pierwszego męża. Niebawem, w połowie lat pięćdziesiątych XIX w. poznała również przebywającego w Paryżu Guidona. Starsza od niego o 11 lat musiała zrobić na młodym, dwudziestokilkuletnim milionerze piorunujące wrażenie, gdyż szybko stracił dla nie głowę. Zaczęli się spotykać, a gdy ich związek ujrzał światło dzienne, wybuchł olbrzymi skandal, którego echa odbiły się w całej Europie. Poruszony zachowaniem małżonki markiz de Païva popełnił samobójstwo, lecz nie zakończyło to zmagań kochanków o szczęście. W XIX-wiecznej Europie normy zachowania zdecydowanie różniły się od tego co dziś wolno gwiazdom popkultury. Dlatego też opinia awanturnicy i kurtyzany, jaka przypięta była markizie a także z pewnością znaczna różnica wieku „na jej niekorzyść” (tolerowano małżeństwa dużo starszego mężczyzny i młodej kobiety, nie odwrotnie), były nie od zaakceptowania wśród europejskiej arystokracji. Guido poddany więc został naciskom zarówno ze Śląska, od zmartwionych o los jedynego żyjącego syna rodziców, jak również z samego Berlina, od równie zatroskanej królowej, późniejszej cesarzowej, Augusty, której w młodości był protegowanym. Żądano od niego zakończenia związku z markizą Blanką de Païva – bo taki tytuł zachowała po śmierci męża. A jednak zakochany Guido, pomimo ostrzeżeń, że Blance zależy wyłącznie na jego pieniądzach, nie pozwolił by ich rozdzielić.

Parę lat później wybudował dla niej pałac na Polach Elizejskich pod numerem 25, gdzie razem zamieszkali. W pałacu tym Blanka stworzyła swego rodzaju centrum francuskiej śmietanki towarzyskiej, choć dla dużej części europejskiej arystokracji stanowiła persona non grata. Trudno w tej chwili oceniać motywy zachowania markizy – czy również kochała Guidona, czy raczej jego pieniądze? Faktem jednak jest, że gdy stosunki pomiędzy Francją a Prusami znacznie się pogorszyły, bez mrugnięcia okiem porzuciwszy paryski blichtr i uciechy oraz swój wspaniały pałac, wyjechała wraz z Guidonem do położonego na dalekiej prowincji, kilkaset metrów od granicy z Cesarstwem Rosyjskim świerklanieckiego zamku Henckel von Donnersmarcków. Tutaj też, już po wojnie, Guido i Blanka zalegalizowali swój związek biorąc ślub.

Przywykła do światowego życia Blanka pewnie nie czuła się najlepiej w starym, choć gruntownie przebudowanym kilkanaście lat wcześniej zamku, bo poprosiła męża o wybudowanie nowego pałacu, wzorowanego na podparyskim Wersalu. Guido w mig spełnił jej życzenie sprowadzając z Paryża wybitnego architekta Hectora Lefuel, który przygotował projekt pałacu w stylu neorenesansu francuskiego, a także znanego rzeźbiarza Emanuela Frémiet, który jest autorem rzeźb na tarasie rezydencji. Ukończona ostatecznie w 1876 r. budowla przyćmiła wszystko co wcześniej zostało wybudowane na Górnym Śląsku. Posiadający 99 pokoi pałac zwany odtąd „Małym Wersalem” otoczony został parkiem w stylu angielskim o powierzchni 180 ha. Liczne fontanny, oświetlenie parku biogazem z własnej wytwórni, czy wreszcie drzewa i krzewy posadzone w przemyślny, wykorzystujący różne okresy ich wzrostu i wegetacji sposób, dzięki czemu w różnych częściach parku znaleźć można różną kolorystykę szaty roślinnej, powodowały olbrzymie wrażenie na przybywających do Świerklańca gościach.

Blanka zmarła w Świerklańcu 21 stycznia 1884 r. nie doczekawszy się dzieci ze związku z Guidonem. Choć Guido przeżył jeszcze w swoim życiu namiętną, acz krótką przygodę, której owocem był jego pierwszy, choć nieślubny syn – Odo Deodatus Tauern, choć później był jeszcze raz żonaty z dużo młodszą od siebie Katarzyną Slepcow, z którą miał dwóch synów – Guidotta i Krafta, to jednak właśnie Blanka pozostała największą miłością jego życia. Miłością, która przetrwała wszystkie obyczajowe i polityczne wichury XIX-wiecznej Europy.

Czyż nie jest to historia o wiele bardziej interesująca od tego, co powstaje w wyobraźni scenarzystów i przychodzi nam oglądać na ekranach kin czy telewizorów? Czyż nie warto historii Blanki i Gwidona sfilmować by szeroka publiczność mogła się z nią zapoznać? Ale kto podjąłby się realizacji takiego filmu? Może warto tą historią zainteresować laureata Oskara z 2007 roku za najlepszy film nieanglojęzyczny Floriana …Henckel von Donnersmarck? (Florian nie jest potomkiem Gwidona, wywodzi się z linii siemianowicko-nakielskiej) Może dzięki realizacji filmu przez utytułowanego już reżysera Świerklaniec stanie się znów miejscem powszechnie znanym i chętnie odwiedzanym przez turystów? Wspaniała historia miłosna, podlana trochę sosem wielkiego biznesu i polityki (po wojnie francusko-pruskiej Guido z sukcesem podpowiadał kanclerzowi Ottonowi von Bismarck by żądaną od pokonanej Francji kontrybucję wojenną podnieść z 1 miliarda do 5 miliardów franków w złocie), przyprawiona skandalem i przygotowana przez doświadczony zespół filmowy pod kierownictwem laureata Oskara – to musi zakończyć się sukcesem!

Obok „Małego Wersalu” w latach 1903-06 powstał znacznie mniejszy pałacyk przeznaczony dla przebywających w rezydencji gości płci męskiej stanu wolnego (stąd nazwa „Dom Kawalerów”; obecnie „Pałac Kawalera”). „Mały Wersal” i stary zamek nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Spalone przez wojska sowieckie w 1945 r. zostały ostatecznie wysadzone w powietrze przez tarnogórskie, lokalne władze komunistyczne inspirowane przez generała Jerzego Ziętka.

Dziedzictwo Guidona pozostałe do naszych czasów:

1. park w Świerklańcu z Pałacem Kawalera, kościółkiem i mauzoleum oraz rzeźbami Emanuela Frémiet i Theodora Kalidego,

2. zabytkowa kopalnia „Guido” w Zabrzu udostępniona przed paru laty zwiedzającym,

IMG_00193. brama (na zdjęciu) i ogrodzenie wewnętrznego dziedzińca „Małego Wersalu” stanowiące dziś wejście główne do chorzowskiego ogrodu zoologicznego.

Facebook