Gaz z łupków – szansa czy zagrożenie

Starsi czytelnicy pamiętają zapewne jak przed 30 laty, przez kilka miesięcy każde wydanie Dziennika Telewizyjnego zaczynało się od relacji z Karlina. O tym niewielkim zachodniopomorskim miasteczku zrobiło się głośno gdy odkryto tam ropę naftową. Wydobywający się z szybu, wysoki na kilkadziesiąt metrów płomień był obowiązkową ilustracją wszelkich medialnych doniesień i spekulacji „czy Polska stanie się drugim Kuwejtem?”.

W ostatnich miesiącach podobną atmosferę wywołują relacje medialne na temat gazu łupkowego. Dzięki dużej ilości informacji powinniśmy dobrze orientować się w tych zagadnieniach. Jednakże poszczególne informacje różnią się od siebie diametralnie. W jednych przedstawia się gaz łupkowy jako szansę na energetyczne uniezależnienie się Polski od rosyjskich dostaw, w innych z kolei grzmi się o zagrożeniu środowiska naturalnego. I nie jest to tylko polska specyfika. Kwestia wydobycia gazu ze złóż łupkowych wzbudza największe spory we Francji. Skąd taka skrajność przedstawianych poglądów? Nie ulega wątpliwości, że wydobycie gazu ziemnego to działalność niezwykle lukratywna. A im większe do zarobienia pieniądze tym agresywniejsza konkurencja. Do tej pory jedynym źródłem pozyskiwania gazu ziemnego były złoża konwencjonalne. Ze względu na jego wielkość złóż i łatwość przesyłu przy pomocy gazociągu, największym dostawcą na rynku europejskim była Rosja. Jednakże niewielkie firmy amerykańskie doprowadziły do „łupkowej rewolucji technologicznej”. Udało im się opracować technologie pozwalające na opłacalne ekonomicznie wydobycie gazu zalegającego w tzw. łupkach osadowych. Komercyjne wydobycie w USA gazu z łupków rozpoczęło się w 2002 r., a już 7 lat później Amerykanie stali się największym producentem gazu w świecie. Gdy firmy amerykańskie zaczęły poszukiwać nowych złóż, ich uwagę – ze względu na wysoki popyt – przykuła Europa. Według opublikowanego w Waszyngtonie raportu Agencji Informacji Energetycznej największe złoża „gazu łupkowego” znajdują się w Polsce, a niewiele mniejsze we Francji. To musiało wzbudzić obawy rosyjskiego Gazpromu, głównego dostawcy gazu na europejski rynek. Już wydobycie z amerykańskich złóż zahamowało wzrost cen tego surowca na światowych giełdach. Wydobycie gazu w Europie, doprowadziłoby – z rosyjskiego punktu widzenia – do katastrofy. Gazprom utraciłby dużą część intratnego rynku, a Kreml „gazowy kurek” jako instrument wpływu na politykę międzynarodową. W sukurs Rosjanom przyszły organizacje ekologiczne, które protestują przeciwko wydobywania gazu z łupków twierdząc, że stosowana technologia powoduje zanieczyszczenia gleb środkami chemicznymi. Jednak do tej pory nigdzie podobnego zanieczyszczenia nie stwierdzono, a przedstawiciele amerykańskich firm wydobywczych zaprzeczają tezom ekologów. Obie strony podpierają się raportami – niezależnych ponoć – naukowców. Trudno jednak nie dostrzec, że uruchomiono olbrzymie środki finansowe celem zdyskredytowania drugiej strony. Trudno przecież wątpić, że Gazprom nie używa swych wpływów i pieniędzy do stosowania „czarnego PR-u” przeciw idei wydobycia gazu z łupków. Z drugiej strony trudno przypuszczać, że hiperoptymistyczne prognozy Amerykanów specjalnie nie „podrasowano” by wywołać kolejną „gorączkę złota”. Wszak dopiero teraz rozpoczęto próbne odwierty mające potwierdzić wstępne analizy.

Czy gaz „z łupków” jest zagrożeniem dla górnośląskiej – opartej przecież na węglu – gospodarki? Biorąc pod uwagę fakt, że spełnienie optymistycznych prognoz oznacza rozpoczęcie wydobycia na skalę przemysłowa dopiero za 10-15 lat, mamy jeszcze trochę czasu. Z drugiej strony obecnie stosowane technologie węglowe nie spełniają coraz ostrzejszych unijnych wymogów dotyczących emisji CO2 do atmosfery. Obfitość surowca czystszego od węgla, zmniejszy z pewnością motywację rządu do obrony obecnych poziomów emisji gazów cieplarnianych. Czy są więc jakieś szanse na ratunek dla naszego górnictwa? Kilka tygodni temu Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach przyznał nagrodę zespołowi naukowców pracującemu pod kierownictwem prof. Krzysztofa Stańczyka nad projektem HUGE. Celem tego projektu było prowadzenie badań nad technologią podziemnego zgazowywania węgla. W Kopalni Doświadczalnej „Barbara” w Mikołowie zgazowano 22 tony węgla i uzyskano 72 tys. m3 gazu, w którym zawartość wodoru wyniosła 40%. Z pewnością to jest przyszłość górnictwa węglowego. Jednak wdrożenie tych technologii wymaga jeszcze wielkich środków finansowych. Mogłaby sobie na to pozwolić duża firma, np. Jastrzębska Spółka Węglowa, która niedawno weszła na giełdę. Prywatni inwestorzy pewnie przychylnie spojrzeliby na tak dalekosiężne plany inwestycyjne, ale większość udziałów JSW wciąż należy do Skarbu Państwa. Państwa, które – pomimo katastrofy w Fukushimie – wciąż bardziej liczy na energetykę jądrową niż rozwój czystych technologii węglowych.

Facebook