W ostatnich dniach niczym błyskawica obiegła media informacja, że Unia Europejska chce zabrać Cypryjczykom ich środki zgromadzone w bankach. O co chodzi? Czy my też mamy się czego obawiać i czym prędzej podjąć pieniądze z banku?

Czy Unia Europejska sięgnie do naszego bajtlika?

Kryzys finansowy w UE nabiera coraz szersze kręgi. Po Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech i Irlandii tym razem Cypr wpadł w poważne kłopoty. Cypr, który przez lata był swego rodzaju rajem podatkowym. Niskie podatki powodowały, że zakładane tam były spółki przez obcokrajowców zarówno z terenu Unii jak i spoza niej. I to nie tylko wielkie korporacje i koncerny zakładały tam spółki-córki. Zrobił tak m.in. Ruch Chorzów, a przez krótką chwilę nieznana cypryjska firma była właścicielem praw do herbu Niebieskich. Jeszcze większa ilość osób deponowała w cypryjskich bankach środki finansowe pompując do niewyobrażalnych rozmiarów tamtejszy system bankowy. Cypryjskie banki chcąc nie chcąc musiały te środki inwestować zagranicą bo sam Cypr jest na to za mały. Kupowano więc m.in. greckie obligacje, a gdy Grecja stanęła na krawędzi bankructwa pociągnęła za sobą cypryjskie banki.

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Gdy Cypr zwrócił się do Brukseli o pomoc celem ratowania stojących nad krawędzią banków, Komisja Europejska odpowiedziała „OK., ale musicie dać też coś od siebie”. Ponieważ Cypr – jako raj podatkowy – od dawna był solą w oku brukselskich urzędników i europejskich ministrów finansów, powstał pomysł by – przy okazji pomocy – ukrócić raz na zawsze jego wyjątkową atrakcyjność inwestycyjną dla wszystkich, którzy unikają podatków. Dlatego też zażądano od cypryjskiego rządu obłożenia podatkiem wszystkich depozytów złożonych w tamtejszych bankach. Wysokość podatku na chwilę obecną nie jest jeszcze znana, choć – o dziwo – rząd Cypru twierdzi, że i tak już zabezpieczył wszelkie roszczenia wynikające z jego tytułu. Jedno jednak jest pewne. Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej jeden z jej członków sięga w majestacie prawa po prywatne mienie tak swoich obywateli jak i obcokrajowców. Do tej pory UE stała zawsze na stanowisku nienaruszalności prawa własności. W tej chwili namawia, a raczej żąda, od jednego ze swoich członków, aby ten tę nienaruszalność złamał.

Odpowiedzialność zbiorowa

Gdy z różnych stron podniosły się głosy oburzenia, zaczęto argumentować, że większość zdeponowanych w cypryjskich bankach środków to pieniądze rosyjskich oligarchów, które pochodzą z nie do końca legalnych źródeł. Niektórzy mówią wprost, że Cypr to jedna wielka pralka, gdzie pierze się brudne pieniądze. Oczywiście jest w tym dużo prawdy o czym świadczy m.in. oburzenie rosyjskich władz z prezydentem Putinem i premierem Miedwiediewem na czele. Ale w tym wypadku to właśnie oni mają rację przyrównując działania UE do metod stosowanych w ZSRR. Jeśli UE chce wyciągnąć rękę po nie do końca legalne fortuny rosyjskich oligarchów nie może stosować odpowiedzialności zbiorowej zabierając przy okazji wszystkim – Bogu ducha winnym – pozostałym depozytariuszom, w tym i wszystkim obywatelom Cypru. A nawet jeśli UE chciałaby zabrać tylko tym najbogatszym, to i w tym wypadku obowiązuje podstawowa zasada prawa cywilizowanego świata czyli domniemanie niewinności. Zatem dopóki komuś nie udowodniłoby się, że zgromadzone przez niego środki finansowe pochodzą z nielegalnego źródła, dopóty nie można byłoby ich tknąć.

Unia Europejska jutrzenką cywilizacji

Od początku członkowstwa Polski w UE, ta ostatnia była przedstawiana jako ta instytucja, która w pierwszym rzędzie dba o prawa człowieka. W ostatnim okresie przybrało to nawet osobliwej formy, gdy wszyscy przeciwnicy zalegalizowania związków partnerskich, przeciwnicy wprowadzenia sztywnych parytetów ze względu na płeć i innych „równościowych” postulatów, byli uważani za wrogów podstawowych praw człowieka. Bruksela grzmiała, że w państwa członkowskie muszą ze szczególną starannością dbać o wszelkie odmienności bo jest to niezbywalnym prawem każdego człowieka. Jak ma się ta zasada do wprowadzanej właśnie na Cyprze kradzieży w białych rękawiczkach?

Czy nasze pieniądze są bezpieczne?

W związku z cypryjskim krachem również w Polsce, na Śląsku niektóre osoby zaczęły się obawiać o swoje, zdeponowane w banku, pieniądze. Przecież kryzys może się rozlać się na inne państwa. Skoro zabrano pieniądze Cypryjczykom, to dlaczego nie zabrać Grekom, Hiszpanom czy Włochom? A skoro da się zabrać i im, to również obywatele każdego innego państwa członkowskiego UE nie mogą spać spokojnie. A jednak na razie nie musimy się niczego obawiać. Można psioczyć na wiele dziedzin życia, które po 1989 r. zmieniono bądź próbowano zmienić. Można być niezadowolonym z jakości reform, z wiecznego deficytu finansów państwa itd. Ale jedno w tym okresie udało się w 100%. To właśnie system bankowy, a raczej obostrzenia, którym podlegają banki chcąc inwestować środki swoich klientów. Dlatego też zachodnie banki, będące właścicielem zdecydowanej większości polskich banków, nie mogą „wyciągnąć” środków ze swoich polskich spółek-córek by sfinansować swoje straty, z którymi od paru lat walczą. Nie ma prostej możliwości transferu pieniędzy klienta Banku Śląskiego do właściciela tego banku, holenderskiej grupy ING. I nie ma też możliwości by klienci jakiegokolwiek innego banku zarejestrowanego w Polsce stracili na inwestycjach tego banku w trefne, zachodnioeuropejskie papiery wartościowe. Jeśli nie zmieni się polskie prawo bankowe (o co akurat z wiadomych względów lobbują banki zachodnie) to nie musimy się niczego obawiać. No chyba, że Rzeczpospolita tak się zadłuży, że warszawscy politycy zastosują cypryjską metodę by zakleić budżetową dziurę.

Unijny bilans członkowstwa

Za niewiele ponad rok będziemy obchodzić 10-lecie naszego członkowstwa w UE. Jak ten okres będzie podsumowany? Jeszcze niedawno byłem święcie przekonany, że inwestycje, które realizujemy dzięki unijnymi środkom są tak wielkie i na tyle istotne, że pokonają wszelkie argumenty eurosceptyków. A jednak w ostatnim okresie UE wcale nie jawi się jako instytucja demokratyczna, sprawiedliwa, przejrzysta, a nade wszystko szanująca prawo. Dziś awantura na Cyprze, paręnaście tygodni temu brukselscy urzędnicy zagrozili sankcjami Szkocji i Katalonii ze względu na ich niepodległościowe aspiracje. Kto będzie następny? Czy przez ten rok coś się zmieni na plus czy raczej rocznicowe obchody będą się odbywać w atmosferze rozmyśleń „jak się z tego bagna wydostać?”?

Facebook