Autonomia mimo woli

Banałem jest twierdzenie, że władza nie chce się dzielić swoimi uprawnieniami i – tym bardziej – środkami finansowymi. W Polsce praktycznie od połowy lat 90-tych następuje – wbrew oficjalnie głoszonym hasłom decentralizacji – powolna pauperyzacja niezależnych od centrali ośrodków władzy. Tym bardziej dbać powinniśmy o te wszystkie – pochodzące głównie z początków ustrojowej transformacji – instytucje, które zachowały jakiś stopień niezależności.

Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej powstawały na początku lat 90-tych (katowicki założono w 1993 r.). Niemal od samego początku były obiektem zazdrosnych spojrzeń decydentów, którzy chętnie „zaopiekowaliby” się zgromadzonymi przez fundusze pieniędzmi. „Warszawskim” politykom nie starczało jednak zwykle determinacji by operację likwidacji Funduszy doprowadzić do końca, a gdy już tę determinację okazywali, opatrzność stawała im na przeszkodzie w urzeczywistnieniu tych planów, jak w pamiętnym roku 2007, gdy upadła koalicja PiS-Samoobrona-LPR. Co sprawiało, że tak łakomym okiem spoglądali na zgromadzone w funduszach środki? Ustawa zapewniła funduszom stałe przychody z płaconych przez przedsiębiorstwa kar i opłat za korzystanie ze środowiska. Nałożyła też – obok wspierania inwestycji proekologicznych – obowiązek dochodowego gospodarowania tymi środkami. Fundusze udzielając więc proekologicznych, niskooprocentowanych pożyczek, gromadziły rok rocznie coraz większe sumy (do samych kar i opłat doszła spłata pożyczek plus odsetki). Nie trudno się domyśleć, że katowicki Fundusz zgromadził największy kapitał ze wszystkich. Wszak na Górnym Śląsku właśnie środowisko było najbardziej zdegradowane. Niemniej jednak zgromadzenie prawie 1,2 mld zł stanowiło nie lada wyczyn. Przecież w samym tylko w roku 2010 wydano 142 mln zł na dotacje i umorzenia pożyczek. Dodajmy niski wskaźnik złych długów, którego mogłyby pozazdrościć najlepsze, komercyjne banki i mamy pełnię obrazu działalności Funduszu. Czy można się więc dziwić, że warszawscy decydenci chcieli dokonać „skoku na kasę”?

Skąd takie sukcesy katowickiego WFOŚiGW? Dlaczego inne instytucje publiczne nie gospodarują tak skutecznie „publicznym groszem”? Okazuje się, że wojewódzkie fundusze mają dość skomplikowaną strukturę nadzorczą. Niby – zgodnie z ustawą – nadzór nad funduszami sprawują Marszałkowie Województw. Jednakże przewodniczącymi 7-osobowych rad nadzorczych są przedstawiciele Ministra Środowiska. I choć Marszałkowie również mają swoich przedstawicieli w Radach, to jednak ten kontrolny dualizm sprawia, że tak naprawdę nikt w 100% nie sprawuje nadzoru. Dzięki temu fundusze mogą prowadzić w dużym stopniu niezależną politykę. I pomimo tego, że pracami katowickiego Funduszu kierowali przedstawiciele różnorakich opcji politycznych, również tych o centralistycznych sympatiach, żaden z nich nie przeszkadzał w realizacji tego do czego Fundusz powołano.

Czy struktura WFOŚiGW czegoś nie przypomina? Posiadają duży stopień niezależności oraz zapewnione stałe źródło przychodów. Toż to „matematyczny wzór” autonomii! Zatem wiadomo skąd sukcesy wojewódzkich funduszy – ustawodawca mimowolnie nadał im dużą autonomię, więc nawet przedstawiciele antyautonomicznych ugrupowań nie potrafili zepsuć tej sprawnie działającej machinerii.

Facebook